Miałem różne okresy, jeśli chodzi o moje podejście do duchowości. Jeszcze rok temu byłem wobec niej bardzo krytyczny. Pisałem o tym w poście Trzecia i mam nadzieję moja ostatnia psychoza – zbawiciel Ziemi. Przekonania new age, praktyki duchowe i inne tematy związane z duchowością pomieszały się wtedy z objawami choroby. W efekcie wywołały u mnie całkiem osobliwą psychozę. Po tamtym doświadczeniu zrobiłem sobie od tego tematu przerwę i zacząłem patrzeć na niego dużo bardziej krytycznie.
Dziś, po ponad 3-letniej remisji, temat wraca. Inaczej niż kiedyś — z większym doświadczeniem, ostrożnością, ale i dużą potrzebą. Widzę ogromną wartość duchowości w kontekście uzdrowienia — pod warunkiem, że wiem, o jakiej duchowości mówię i o jakim uzdrowieniu.
Bo nie mam tu na myśli magicznego przełomu z dnia na dzień. Mam na myśli uzdrowienie, które przychodzi w czasie — warstwa po warstwie, bez pośpiechu.
Dwie duchowości, które łatwo pomylić
W tym poście chcę nawiązać do modelu Spiral Dynamics. Rozróżniam w nim dwa rodzaje doświadczeń duchowych. Z zewnątrz wyglądają podobnie, ale mają zupełnie inne źródło.
Podczas psychozy pojawiały się u mnie niegruntowane doświadczenia duchowe: nienaturalne przypływy energii, euforia, „wglądy”, poczucie misji i w końcu urojenia. Z perspektywy Spiral Dynamics najbliżej im do poziomu purpurowego — świata magicznego, pełnego znaków. To poziom, w którym zaciera się granica między mną a rzeczywistością. Nie chodzi jednak o to, że „byłem na poziomie purpurowym” w sensie rozwojowym. To była raczej regresja: zabrakło stabilnego, dojrzałego ego, które mogłoby to wszystko pomieścić. Zabrakło osadzenia w realności. Duchowość bez tego gruntu nie leczy — karmi urojenia.
Prawdziwe uzdrowienie kojarzy mi się z innym poziomem — zielonym. To tam pojawia się prawdziwy dialog, zainteresowanie kontemplacją, medytacją, regulacją układu nerwowego. To tam można znaleźć ukojenie dla rozbieganego umysłu i poukładać swój wewnętrzny świat. Zielony to ostatnia warstwa Tier I, tuż przed integracją Tier II. To moment, w którym duchowość przestaje być ucieczką od rzeczywistości, a staje się narzędziem powrotu do niej.
To nie niebieska religia z jej sztywnymi dogmatami ani sam pomarańczowy rozum i nauka dają uzdrowienie. Obie warstwy są ważne — dają porządek i narzędzia — ale nie otwierają przestrzeni na prawdziwy dialog z samym sobą. Dopiero zielony poziom to umożliwia.
Duchowość, która realnie leczy
Nie mówię tutaj o cudach ani zjawiskach trudnych do uchwycenia czy udowodnienia. Mówię o duchowości, która w bardzo konkretny sposób pomaga wyzdrowieć:
- Wspólnoty oparte na wierze — jak program 12 kroków AA, który opiera się na wierze w siłę wyższą. Realnie pomaga ludziom wychodzić z uzależnienia.
- Joga — pozwala utrzymać energię i sprawność ciała, jednocześnie ucząc uważności.
- Medytacja — narzędzie samorozwoju, które może być drogą do spokoju, poczucia spełnienia i autentycznego szczęścia.
- Wiara i poczucie sensu — niekoniecznie w formie religijnej, ale jako coś, co nadaje kierunek i znaczenie życiu.
- Praktyki somatyczne i praca z układem nerwowym — dają ukojenie i regulację, dzięki którym można doświadczyć prawdziwego relaksu i regeneracji.
- Szczera, otwarta rozmowa — dialog wypełniony współczuciem i zrozumieniem, bez oceniania.
To tylko część układanki, ale to właśnie takie elementy rezonują z zieloną warstwą Spiral Dynamics. Chodzi o samodzielne odkrywanie siebie, bez potrzeby uciekania w metafizyczne, niesprawdzalne przekonania.
Duchowość jako rozwinięcie, nie zamiennik
Ważne zastrzeżenie: ta duchowość nie jest u mnie zamiennikiem leczenia — jest jego rozwinięciem. Działa na gruncie, który wcześniej zbudowałem: lekami, terapią i stabilizacją (pisałem o tym w innym poście). Ale też rutyną, pracą i kontaktem ze społeczeństwem i zewnętrznym światem.
I to właśnie ten ostatni element duchowość dodatkowo pogłębia. Codzienne praktyki uważności, kontakt ze zmysłami, obecność w ciele i tu-i-teraz — to one budują ten grunt. Dzięki nim duchowość pomaga mi łączyć się ze światem, zamiast od niego uciekać — tak jak w chorobie. Bez tego gruntu duchowość może znów stać się paliwem dla urojeń, zamiast drogą do uzdrowienia.
Zakończenie
Często ludzie zamykają się na duchowość, nie zdając sobie sprawy, że za tymi drzwiami może czekać na nich prawdziwe uzdrowienie. Takie, które nie przychodzi z dnia na dzień, tylko warstwa po warstwie, w swoim czasie. Pod warunkiem, że wchodzi się tam z otwartymi oczami, a nie w ucieczce od rzeczywistości.



