Trochę tego było. Miewałem napady paniki – to niecodzienne uczucie, że zaraz umrę. Miewałem stany, w których byłem przekonany, że moje życie i ciało ktoś transmituje na drugiej półkuli Ziemi, w postaci olbrzyma.
Odmienne stany świadomości – halucynacje, urojenia i psychiczne objawy, których doświadczałem przez ostatnie jedenaście lat – to temat dzisiejszego wpisu. Chcę pokazać, jak umysł potrafi wywieźć człowieka na manowce. Chcę też zastanowić się, na ile nasze życie w ogóle jest rzeczywiste. Piszę to z perspektywy trzeciego roku remisji – na tyle bezpiecznej, żeby móc się temu przyjrzeć bez lęku. Jest też na tyle bliska, że wciąż pamiętam każdy szczegół.
Wprowadzenie – czym są odmienne stany świadomości
Odmienne stany świadomości to szeroka kategoria – mieści się w niej medytacja, sen i to, czego doświadcza osoba w psychozie. Jest pewna teoria (nie pamiętam autora), która mówi, że ludzie doświadczający halucynacji lub innych objawów choroby doświadczają realnych, alternatywnych rzeczywistości. Te rzeczywistości są niespójne z tą kolektywną, w której wszyscy jesteśmy zanurzeni. Można to nazwać pewnym rozstrojeniem. Umysł nie odbiera jakby na czystej częstotliwości i pojawiają się w nim elementy, których dla innych po prostu nie ma. Dla chorego są one jak najbardziej rzeczywiste – zmysły odbierają je w pełni. Te byty, dźwięki i urojenia istnieją – tylko poza naszą uzgodnioną, kolektywną świadomością.
Nie wiem, czy to prawda w sensie dosłownym. Ale jako metafora działa świetnie, bo oddaje najważniejszą rzecz, o której chcę dzisiaj napisać. Osoba w takim stanie jest zupełnie przekonana o jego prawdziwości, nawet jeśli z zewnątrz wygląda to absurdalnie.
Zanim przyszła psychoza – pierwsze sygnały
Pierwszym niepokojącym objawem, jeszcze przed pierwszą psychozą, było dostrzeganie w utworach muzycznych, tekstach i teledyskach ukrytego, podświadomego przekazu. Zacząłem dostrzegać „głębię rzeczywistości” – i stało się to moją małą obsesją. Kiedy ktoś miał inne zdanie na temat interpretacji, w ogóle nie brałem tego pod uwagę. Byłem zaślepiony swoją wyjątkowością.
To jest coś, co dziś rozpoznaję jako czerwone światło. Nie chodzi o samo zainteresowanie głębią czy symbolami, tylko o zamknięcie się na inną perspektywę. Krytyczne myślenie zaczynało się wtedy wyłączać, jeszcze zanim pojawiło się cokolwiek, co dałoby się nazwać objawem psychotycznym.
Napady paniki i moment, w którym przestałem się bać
Na początku przygody z chorobą pojawiły się też napady paniki. Nieciekawa sprawa. Siedzisz sobie spokojnie w pokoju i nagle znikąd przychodzi strach – nie taki zwyczajny, tylko druzgocąca myśl, że zaraz umrę.
Pamiętam jeden moment, ostatni atak paniki, jaki pamiętam w tej formie. Po prostu pozwoliłem, żeby ten strach przyszedł do końca. Pozwoliłem sobie na tę myśl o śmierci zamiast z nią walczyć. Wtedy pojawił się we mnie jakby uśpiony zasób – część, która zupełnie nie boi się śmierci. Kiedy rozmawiałem o tym później z terapeutką, uznała, że to, co się wtedy pojawiło, ma cechy archetypu. To jednak temat na osobny wpis, bo zasługuje na więcej miejsca niż akapit.
Trzy psychozy w jedenaście lat
Pierwsza psychoza (2015) – rozpad ego
Pierwsza psychoza przyszła gwałtownie, poprzedzona narastającymi urojeniami i emocjami nieadekwatnymi do sytuacji, których wtedy nie rozpoznawałem jako sygnałów. Skończyło się atakiem paniki, rozpadem ego i dwoma tygodniami w szpitalu psychiatrycznym. To właśnie tam po raz pierwszy zetknąłem się z synchronicznościami i omamami. Więcej o tym epizodzie piszę w „Pierwsza psychoza – rozpad ego”.
Druga psychoza (2022) – mały wyskok
Między pierwszą a trzecią był jeszcze jeden epizod – mniejszy. Byłem wtedy przekonany, że jestem najmądrzejszy i nie muszę przyjmować leków. Skończyło się to tylko wizytą u lekarza i kilkoma tabletkami – bez hospitalizacji. W tle działał jednak ten sam mechanizm: przekonanie o własnej wyjątkowości, które zaczęło rozmontowywać wcześniejszą stabilizację. Piszę o tym trochę szerzej w „Moja droga przez kryzys psychiczny”.
Trzecia psychoza – zbawiciel Ziemi
Ostatni i najintensywniejszy epizod. Rok bez leków, mania rozkręcająca się powoli, poczucie misji. W końcu przekonanie, że mój umysł działa jak nadajnik i odbiornik połączony z całą planetą. Cały ten epizod opisałem w „Trzecia i mam nadzieję moja ostatnia psychoza – zbawiciel Ziemi”.
Synchroniczności, których nie potrafię wytłumaczyć
W szpitalu psychiatrycznym doświadczałem też synchroniczności – zdarzeń, które wydawały się zbyt trafne, żeby być przypadkiem. Kiedyś leżałem w łóżku, obok mnie leżała drożdżówka, na którą nie miałem ochoty. Pomyślałem, że fajnie byłoby ją komuś dać. Po prostu wstałem, wyszedłem z pokoju i przekazałem ją jednemu z pacjentów. Bardzo się ucieszył i powiedział, że właśnie miał ochotę na coś słodkiego. Wszystko działo się w ułamku sekundy.
Innym razem, też w szpitalu, pomyślałem, że zaraz w drzwiach pojawi się mój szef, który przyszedł mnie odwiedzić. Zjawił się kilka sekund później.
Miewałem też momenty, jakbym wiedział, co wydarzy się za chwilę – coś w rodzaju zaglądania do niedalekiej przyszłości. Praca mózgu na innych obrotach i większa otwartość na ludzi robiły swoje. Osoby, które normalnie by się do mnie nie odezwały, nagle zaczynały na mnie reagować. Takie odmienne stany świadomości momentalnie zmieniały to, jak inni mnie postrzegali i jak ze mną rozmawiali.
Halucynacje – dźwięki, głosy i duchy
Były też halucynacje słuchowe, które pojawiały się na przykład podczas oglądania telewizji, słuchania muzyki albo w trakcie rozmowy. Miałem wrażenie, że moja ciocia rozmawia z wujkiem przez mikro krótkofalówkę. Innym razem byłem przekonany, że ktoś mnie podsłuchuje i dodatkowo transmituje to w telewizji. Duża część tych halucynacji i urojeń miała związek z poczuciem wyjątkowości – jakby cały świat skupił na mnie swoją uwagę.
Doświadczałem też czegoś, co można nazwać obecnością duchów – nawiązując do teorii z początku tego wpisu. Jeden z takich momentów, w środku psychozy, był wręcz piękny, choć euforia zaczynała się już wtedy przekształcać w lęk. Skuliłem się do pozycji embrionalnej na dywanie w pokoju. Czułem energię kilkudziesięciu istot, które po prostu mnie odwiedziły i chciały mnie wesprzeć.
Poczucie wyjątkowości i utrata kontaktu z innymi
Odmienne stany świadomości są bardzo kuszące. Poczucie ekstazy, pełnia energii, inspiracji i świetnego nastroju sprawiają, że człowiek może się od nich uzależnić. W żaden sposób nie chce wtedy dopuścić do siebie myśli, że to może być objaw choroby. W internecie zawsze można znaleźć kontent i punkt widzenia, który mocno rezonuje z tym odklejeniem. To tylko utwierdza chorego w jego odrealnieniu. Według mnie to nasza psychologia kształtuje nasze poglądy, w tym również te polityczne.
Najciekawsze w tym wszystkim jest jedno: nawet gdy coś było zupełnie niezwykłe i niemożliwe, byłem całkowicie przekonany, że to prawda. Nawet kiedy ktoś próbował mi powiedzieć, że jestem w psychozie, walczyłem z tym i twierdziłem, że nikt nie ma racji. Urojenia potwierdzałem zlepkiem myśli i wiedzą wyciągniętą zupełnie z kontekstu. Krytyczne myślenie jakby się wyłączało.
To odbijało się też na relacjach. W pierwszych latach choroby, kiedy brałem już leki, bywały takie momenty na spacerze z partnerką. Nic się wtedy nie działo, a ja nagle zaczynałem wyrzucać z siebie głębokie analizy z mojego świata wewnętrznego. Były one zupełnie nieadekwatne do sytuacji, jak oceniła to później. Zamęczałem ją swoimi przemyśleniami i nie pozwalałem jej dojść do słowa.
Czas, który przestawał płynąć
Jednym z bardziej odmiennych stanów świadomości, jakich doświadczyłem, było poczucie, że czas wokół mnie przyspiesza, a ja stoję w miejscu. Miałem wrażenie, że dysponuję mocą, dzięki której mogę manipulować czasem. Ciekawe, bo z dzisiejszej perspektywy to jedno z tych przeżyć, które najtrudniej mi zrekonstruować logicznie. A jednak w tamtym momencie było równie realne jak wszystko inne.
Odrealnienie, które zostało ze mną do dziś
Odrealnienie – pewne wyłączenie się ze świata zewnętrznego – w pewnym stopniu trwa do dziś. Cechuje się tym, że w pewnym procencie odcinam się od bodźców zewnętrznych i uciekam do świata wewnętrznego. To nie objawia się wyłącznie jako skrajny introwertyzm, ale daje też świetny grunt pod odklejkę od rzeczywistości. Z obecnego zrozumienia sytuacji widzę w tym mieszankę traumy relacyjnej i wysokiej wrażliwości. Więcej o tym, jak wygląda to zamrożenie na co dzień, piszę w „Chroniczne zamrożenie – moja historia”.
Ego jako narzędzie, nie wróg
Psychozy potrafiły burzyć część mojego zrozumienia rzeczywistości i pewien filtr postrzegania świata, otwierając doświadczenia wyjątkowe, mistyczne, połączone z ogromnym lękiem. Były to chwile, w których mogłem przez krótki czas spojrzeć na świat jakby bez ego. To coś, co moim zdaniem wcale nie jest wrogiem. To raczej narzędzie i ważny element, bez którego nie możemy funkcjonować w naszym świecie.
Były to momenty wglądów, jasności umysłu i ponadprzeciętnej energii. Mózg pracował wtedy na bardzo wysokich obrotach, co przejawiało się ponadprzeciętną pewnością siebie. Przyjemne, straszne, mistyczne – a w gruncie rzeczy zupełnie odbierały mi moc sprawczą. Odcinały mnie od tego, co naprawdę ważne.
Farmakoterapia – z buntu do akceptacji
Aktualny stan jest stabilny i się poprawia. Z obecnej perspektywy widzę, że farmakoterapia jest potrzebna, choć z początku byłem do niej bardzo buntowniczo nastawiony. Po dłuższym stosowaniu daje ona szansę na normalne funkcjonowanie. O tej drodze od buntu do akceptacji piszę osobno w „Moje podejście do farmakoterapii”.
Podsumowanie – trzy lata remisji
Z urojeniami i psychozami jest tak, że osoba, która w nie wpada, jest zupełnie przekonana o ich prawdziwości. Nie ma znaczenia, że są przy tym kompletnie absurdalne. Manipulowanie czasem, transmisja do drugiej półkuli Ziemi w postaci olbrzyma, cały świat skupiający na mnie uwagę. Z boku brzmi to jak scenariusz filmu. W środku było to jak najbardziej realne.
Dziś, po trzech latach remisji, patrzę na to wszystko z pewnym dystansem, ale bez wstydu. Te odmienne stany świadomości nauczyły mnie więcej o działaniu własnego umysłu niż niejedna książka o psychologii. Zapłaciłem jednak za tę wiedzę wysoką cenę. Jeśli sam przechodzisz przez coś podobnego albo towarzyszysz komuś, kto przez to przechodzi, chcę, żebyś wiedział jedno. Przekonanie o prawdziwości tych stanów nie jest oznaką głupoty ani słabości charakteru. To po prostu tak działa choroba, kiedy przejmuje ster.







