Poczucie własnej wartości to temat, który pojawia się wszędzie. W gabinecie psychologa, w książkach o rozwoju osobistym, na warsztatach duchowych, a nawet w codziennych rozmowach. Przez ostatnie lata stało się niemal modnym hasłem – tyle że właśnie dlatego łatwo przeoczyć to, co w nim naprawdę istotne.
Chciałem podejść do tego tematu z kilku różnych stron, bo myślę, że żadna pojedyncza perspektywa nie oddaje go w pełni. A zrozumienie go – przynajmniej tak było w moim przypadku – ma bezpośredni wpływ na to, jak radzimy sobie z życiem i ze zdrowiem psychicznym.
Sześć filarów według Brandena
Pierwszym skojarzeniem wielu osób jest pewność siebie, samoocena, albo poczucie własnej wartości jako coś wrodzonego – masz je albo nie. Nathaniel Branden, jeden z pionierów tego tematu w psychologii, pokazał jednak, że to coś znacznie głębszego i bardziej złożonego.
Opisał je przez pryzmat sześciu filarów:
- Świadome życie – czyli życie z uwagą, obecnością, a nie na autopilocie
- Samoakceptacja – bycie po swojej stronie, nawet gdy ponoszę porażkę
- Odpowiedzialność za siebie – poczucie sprawczości w swoim życiu
- Asertywność – wyrażanie siebie w kontakcie z innymi
- Prawość (integralność osobista) – spójność między wartościami a działaniem
- Życiowy cel – poczucie sensu i kierunku
Ten zestaw od razu nasuwa ważną obserwację: poczucie własnej wartości to nie cecha osobowości, którą po prostu się ma. To zbiór postaw i praktyk, które można rozwijać. I które można utracić, gdy życie staje się zbyt trudne.
Inni ludzie mają znaczenie – Adler i relacyjny wymiar wartości
Niedawno czytałem książkę Odwaga bycia nielubianym, w której autorzy przybliżają filozofię Alfreda Adlera. Jeden z jego poglądów szczególnie mnie uderzył: poczucie własnej wartości nie może istnieć w próżni – kształtuje się zawsze w relacji z drugą osobą.
Początkowo ta myśl trochę mnie zaskoczyła. Chciałem wierzyć, że moja wartość jest czymś niezależnym, wewnętrznym, nienaruszalnym. Ale kiedy się nad tym zastanowiłem – to ma sens. To, jak postrzegamy siebie, jest w dużej mierze odpowiedzią na reakcje innych ludzi, których doświadczyliśmy przez całe życie. Akceptacja, krytyka, miłość, odrzucenie – wszystko to zostawia ślad w tym, co Adler nazywał naszym life style – indywidualnym sposobem interpretowania siebie i świata.
Nie znaczy to, że jesteśmy skazani na to, co nam ktoś kiedyś powiedział. Ale warto wiedzieć, skąd pochodzi nasz wewnętrzny głos, zanim zaczniemy go traktować jak obiektywną prawdę.
Obraz samego siebie – i to, że można go zmieniać
Adlerowska perspektywa prowadzi nas wprost do pojęcia self-image – obrazu samego siebie, który budujemy przez lata. Ten obraz nie jest nam dany raz na zawsze. Zmienia się – i mamy na to realny wpływ.
Psychologia poznawcza, szczególnie w nurcie terapii CBT, pokazuje, że nasz obraz siebie jest zabarwiony przez tak zwane automatyczne myśli – błyskawiczne, często nieświadome interpretacje rzeczywistości, które powtarzamy sobie od lat. „Jestem niewystarczający.” „Nie zasługuję na to.” „Inni są lepsi.” Takie myśli nie są faktami, nawet jeśli czują się jak pewniki.
Praca z nimi – w terapii i poza nią – to jeden z najważniejszych kroków, jakie można zrobić dla swojego poczucia własnej wartości. Nie chodzi o afirmacje i udawanie, że wszystko jest świetnie. Chodzi o uczciwe kwestionowanie tego, co uważamy za prawdę na swój temat.
Wymiar duchowy – coś większego niż ego
Jest jeszcze jeden wymiar, który moim zdaniem jest często pomijany w psychologicznych dyskusjach o samoocenie – duchowość.
Kiedy zaczynamy dostrzegać, że jesteśmy czymś więcej niż naszym ego, że w głębi jest w nas potencjał, którego jeszcze nie odkryliśmy, coś się zmienia. Nie chodzi tu o żadną konkretną religię – raczej o uzmysłowienie sobie, że nie ma drugiej takiej osoby na tym świecie. Że nasze życie ma unikalny sens, nawet jeśli trudno go teraz zobaczyć.
Viktor Frankl, psychiatra, który przeżył obozy koncentracyjne, pisał, że człowiek jest w stanie znieść niemal wszystko, jeśli ma odpowiedź na pytanie po co. To, jak siebie widzimy, wiąże się głęboko z tym, czy czujemy, że nasze istnienie ma znaczenie. I to jest właśnie punkt styku między poczuciem własnej wartości a duchowością.
Kiedy zaczynam wychodzić poza perspektywę ego i dotykam czegoś głębszego w sobie, poziom samooceny przestaje zależeć wyłącznie od tego, co osiągnąłem albo co ktoś o mnie powiedział.
Ego, osobowość i zdrowie psychiczne
Poczucie własnej wartości wiąże się bezpośrednio z naszym ego – z osobowością, którą budujemy przez całe życie. I wbrew temu, co można usłyszeć w niektórych środowiskach duchowych, ego nie jest czymś złym. Jest nam niezbędne do normalnego funkcjonowania w świecie – do tego, żeby wchodzić w relacje, podejmować decyzje, realizować cele.
Zdrowe poczucie własnej wartości odciąża nas od nadmiernego stresu. Daje nam pewien bufor – kiedy coś idzie nie tak, nie walę się od razu w poczucie beznadziei. Staje się takim zabezpieczeniem, które pozwala nam funkcjonować jak trawa na wietrze: zginać się pod presją, ale wracać do pionowej pozycji.
Z własnego doświadczenia
Muszę napisać o tym wprost, bo piszę ten blog właśnie dlatego, żeby być szczery.
W okresach kryzysu psychicznego – szczególnie przy rozpadzie osobowości, jakim może być psychoza – poczucie własnej wartości potrafi spaść do zera. Dosłownie. Miałem momenty, kiedy widziałem siebie w sposób głęboko nieadekwatny, skrajnie negatywny. Dalej zdarza mi się mieć ku temu tendencję.
Widzę teraz wyraźnie, jak mocno wpływało to na mój poziom stresu, na relacje, na całe moje funkcjonowanie. Niskie poczucie własnej wartości nie było tylko przykrym uczuciem – było aktywnym czynnikiem pogarszającym mój stan. Napędzało paranoidalne myśli, utrudniało bliskie relacje, sprawiało, że każda krytyka raniła nieproporcjonalnie mocno.
Na stan mojego poczucia własnej wartości najlepiej wpłynęły dwie rzeczy: terapia i małe osobiste sukcesy. Nie wielkie przełomy – raczej dowody na to, że potrafię coś zrobić, dotrzymać słowa, pojawić się dla siebie. Te rzeczy powoli zmieniały narrację w mojej głowie.
Fundament, nie ozdoba
Poczucie własnej wartości często traktuje się jako coś miłego, ale opcjonalnego – jak wisienka na torcie. W rzeczywistości jest fundamentem.
Przy zdrowym poczuciu własnej wartości:
- mamy bardziej adekwatny obraz otaczającej nas rzeczywistości
- budujemy zdrowsze relacje – bo nie potrzebujemy potwierdzenia od innych za wszelką cenę
- zmniejszają się tendencje do paranoi i urojeniowych myśli
- łatwiej nam regulować emocje – bo mamy wewnętrzne zasoby, do których możemy sięgnąć
Można powiedzieć, że zdrowe poczucie własnej wartości to jeden z czynników ochronnych w zdrowiu psychicznym – zarówno przed nawrotami choroby, jak i przed atakami depresji czy epizodami lękowymi.
Budowanie – to jest proces
Chcę zakończyć jedną myślą, bo to chyba najważniejsza rzecz do zapamiętania.
Budowanie zdrowej samooceny to nie jednorazowe ćwiczenie. To proces, który może trwać latami. I to jest w porządku. Nie ma drogi na skróty, nie ma jednej magicznej techniki.
Ale warto. Bo wpływ, jaki zdrowe poczucie własnej wartości ma na jakość życia, jest realny i głęboki. Warto inwestować w terapię, w relacje, w małe sukcesy, w kontakt z samym sobą – cokolwiek nam to buduje.
Dla mnie ta droga ciągle trwa. I to też jest w porządku.







