O sile zwyczajnego życia i odpuszczaniu presji
Mamy w życiu różne okresy – bardziej lub mniej intensywne. Czasami targają nami skrajne emocje, a my dryfujemy w zależności od tego, jak akurat powieje wiatr. Przez ostatni rok moje życie mocno się zmieniło. W końcu mogę jednak przyznać, że trochę osiadłem i zadomowiłem się w otaczającej mnie przestrzeni.
W sferze osobistej i finansowej pewne rzeczy wreszcie się klarują. Wpadłem w dobry rytm pracy i codziennych obowiązków, a towarzyszy mi przy tym długo wyczekiwane uziemienie oraz poczucie bezpieczeństwa. To rutyna, która przynosi owoce i realne efekty mojej wieloletniej pracy.
Słodkie „rozleniwienie”, czyli nowa definicja stabilności
Ta stabilizacja sprawiła, że… ostatnio trochę się rozleniwiłem. A przynajmniej tak mogłoby to wyglądać z boku. Odszedłem od restrykcyjnej diety ketogenicznej, nie ćwiczę już tak intensywnie i regularnie jak kiedyś. Widać to zresztą po częstotliwości wpisów tutaj, na blogu.
Mimo to – a może właśnie dzięki temu? – czuję się dobrze. Przestałem bez przerwy rozmyślać o chorobie. Po prostu żyję i funkcjonuję całkiem nieźle. Zmieniłem swój styl życia na mniej napięty, pozbawiony sztywnej dyscypliny. Może właśnie tego teraz najbardziej potrzebuję. W sumie jest w tym po prostu znacznie więcej zwyczajnej normalności.
Moja obecna praktyka: Mniej spiny, więcej uziemienia
Moje codzienne rytuały też przeszły transformację. Zrezygnowałem z przekombinowanych metod na rzecz tego, co działa tu i teraz. Zostałem przy:
- Codziennych, leśnych spacerach – idealny reset dla głowy.
- Praktykach regulujących układ nerwowy – pomagają mi gasić codzienne napięcia i emocjonalne pożary.
W tym drugim obszarze stosuję obecnie EFT (technikę emocjonalnej wolności) połączone z Ho’oponopono. To naprawdę potężne combo, o którym z chęcią napiszę więcej w kolejnym poście.
Słucham ostatnio dużo muzyki, zajmuję się przyziemnymi sprawami, chodzę na terapię i krok po kroku układam sobie życie osobiste. Czuję spokój, komfort i bezpieczeństwo, którego tak bardzo mi brakowało przez długi czas. Nadal staram się wychodzić do ludzi i świadomie pracować nad swoją tendencją do izolowania się. Czuję, że odzyskuję kontakt z rzeczywistością i coraz rzadziej dopada mnie poczucie rozstrojenia z otoczeniem.
Zwyczajne życie jest nudne?
Tak, porzuciłem ostatnio bloga. Powód był też poniekąd taki, że mało kto tu zagląda. Umówmy się – mało kogo obchodzą dziś wewnętrzne rozterki, trudne tematy czy osobiste historie. Na topie są cycki, muskuły, idealne kadry i wiecznie uśmiechnięci ludzie sukcesu. Zwyczajne życie bywa w oczach świata po prostu nudne.
Ale ta nudna, bezpieczna codzienność to coś, co ratuje mi głowę. Na koniec tego mojego – dla jednych ciekawego, dla innych mniej – wywodu, chcę zostawić Ci mantrę, którą sam ostatnio często powtarzam. Daje mi ona pozytywnego kopa połączonego z kojącą ulgą:
„Jestem tym, kim jestem, i to jest wystarczające.”
Tym hasłem i z tą właśnie myślą chciałbym zakończyć ten wpis. A Tobie, Drogi Czytelniku, życzę po prostu wspaniałego i spokojnego dnia.







