Gdy piszę te słowa, przypomina mi się legendarna anegdota o Winstonie Churchillu. Miał on wygłosić przemówienie na jednej z uczelni podczas wręczania dyplomów. Wstał, podszedł do mównicy i wypowiedział krótkie, charakterystyczne zdanie:
„Pamiętajcie, przenigdy, nigdy, nigdy się nie poddawajcie”.
Po czym usiadł. Te słowa stały się fundamentem współczesnej kultury sukcesu. Jako młody chłopak, mając około 20 lat, całkowicie zachłysnąłem się takimi hasłami. Budowałem wokół nich swoją tożsamość. Uznałem, że jeśli mam cel, muszę tam dotrzeć bez względu na wszystko. „Po trupach do celu” – tak to wtedy widziałem. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej złożona. Życie ma wiele aspektów poza sukcesem zawodowym, a najważniejszymi z nich są zdrowie i relacje, o których w pędzie po „wynik” często zapominamy.
Złota klatka w agencji interaktywnej
Był rok 2018. Pracowałem w agencji interaktywnej jako młodszy web developer. Z boku wyglądało to świetnie: zdobywałem doświadczenie w branży przyszłości, miałem perspektywę wysokich zarobków i dostatniego życia. Był jednak pewien aspekt, który nie pozwalał mi spać spokojnie.
Stres i lęk.
Te dwa uczucia towarzyszyły mi non-stop – w pracy i długo po niej. Robiłem wszystko, żeby sobie z nimi poradzić: terapia, leki, różne techniki. Byłem wtedy około dwa lata po swojej pierwszej psychozie, więc mój stan psychiczny i tak był kruchy. Mimo to, „prułem” przez kolejne taski, zupełnie bez osadzenia w rzeczywistości. Za wszelką cenę chciałem być tym mitycznym Web Developerem.
Cena była jednak ogromna. Wypracowałem w sobie nerwicę, zaczęły się uporczywe bóle w klatce piersiowej. Stres po prostu przejął stery nad moim życiem. W pewnym momencie dotarło do mnie, że nie ma innego wyjścia: muszę się poddać.
Gratulacje za rezygnację
Kiedy po tamtym przełomowym dniu powiedziałem swojej terapeutce, że odpuszczam, że rezygnuję z tej pracy – pogratulowała mi. Wtedy, w tamtym momencie, nie do końca rozumiałem jej reakcję. Czułem się przecież jak przegryw, który nie dowieźli celu.
Dziś, z perspektywy czasu, widzę to inaczej. To był niesamowicie dojrzały wybór. Musiałem zrobić ten symboliczny krok w tył, żeby w ogóle przetrwać.
Po odejściu z agencji przez jakiś czas byłem bezrobotny. Musiałem po prostu dojść do siebie. Potem podjąłem pracę fizyczną. Dla wielu brzmiało to jak regres, ale dla mnie to było wyzwolenie. Magazyn nie generował ułamka tego stresu, który czułem przed monitorem w agencji. Moja głowa w końcu mogła odpocząć.
Perspektywa 2026: Nie żałuję
Mamy rok 2026. Patrząc na tamte wydarzenia z dzisiejszej perspektywy, czuję spokój. Nie żałuję, że moje życie potoczyło się inaczej. Jestem zadowolony z miejsca, w którym jestem. Wybór poddania się w tamtym krytycznym momencie był najlepszą rzeczą, jaką mogłem dla siebie zrobić.
Słynne „nigdy się nie poddawaj” to toksyczna bajka, która nie bierze pod uwagę kosztów ludzkich. Czasem poddanie się to nie jest kapitulacja – to ewakuacja z płonącego budynku. To akt odwagi, by powiedzieć: „moje życie jest warte więcej niż ten cel”.
Jeśli czujesz teraz, że walka o coś Cię niszczy – daj sobie prawo do odpuszczenia. To też jest wybór. I to często ten najbardziej dojrzały.







