Na początek polecam wpis Dlaczego Inner Path, który wprowadza w temat mojej drogi ku równowadze.
To będzie osobista historia o poszukiwaniu równowagi, duchowości i zderzeniu z rzeczywistością, która ostatecznie doprowadziła mnie do odkrycia czegoś zupełnie innego – podejścia metabolicznego do zdrowia psychicznego.
Pierwsze próby radzenia sobie
Wszystko zaczęło się w 2015 roku, od mojego pierwszego ataku psychozy z elementami manii.
To doświadczenie było intensywne – pełne euforii, wglądów i poczucia niezwykłej łączności z rzeczywistością. Choć trudne i dezorganizujące, otworzyło we mnie głęboką ciekawość natury umysłu i świadomości.
Od tamtej pory długo i intensywnie szukałem w Internecie wiedzy o zdrowiu psychicznym, a jak się później okazało – o zdrowiu mózgu.
Z początku zgłębiałem się w duchowość, która dawała mi ukojenie. Konsumowałem treści oświeconych mistrzów i praktykowałem różne techniki: medytacje, ćwiczenia oddechowe, afirmacje, modlitwy, chanting, posty żywieniowe i metody relaksacyjne.
To wszystko dawało mi chwilowe rezultaty. Niektóre praktyki stosuję do dziś, jednak wtedy wpadłem w pułapkę tzw. spiritual bypassingu – uciekania w duchowość zamiast zmierzenia się z realnym cierpieniem.
Droga prób i błędów
Przez lata byłem przekonany, że wszystko siedzi w mojej głowie.
Że wystarczy zmienić myślenie, podnieść „wibracje” i poprawić nastawienie.
W praktyce kręciłem się w kółko – nie potrafiłem w pełni zaakceptować choroby i sytuacji, w której się znalazłem.
Cierpiałem naprawdę mocno. Depresja towarzyszyła mi niemal nieustannie, a lęk wykluczał mnie z życia społecznego i odbierał satysfakcję z codziennych chwil.
Odstawienie leków i duchowe ego
Od pierwszego epizodu w 2015 roku brałem Rysperydon – lek przeciwpsychotyczny drugiej generacji.
Rysperydon nie uziemiał mnie jednak zbyt mocno – wciąż częściowo tkwiłem w urojeniach i euforii. Dzięki temu mogłem funkcjonować na pozór normalnie, ale część mojego umysłu pozostawała w stanie dezorganizacji.
Z czasem doszedłem do wniosku, że go nie potrzebuję. „Przecież medytowałem, afirmowałem, rozumiałem swoje emocje – czułem się naprawiony”.
Miałem też wsparcie psychoterapii i funkcjonowałem względnie dobrze.
W 2022 roku postanowiłem całkowicie odstawić Rysperydon. Chciałem sprawdzić, czy rzeczywiście jestem „ponad to”.
Niestety, po krótkim czasie przyszła druga, mniejsza psychoza, którą udało się zatrzymać kilkoma tabletkami. Potem przez rok nie brałem już żadnego leku.
To był zaskakująco dobry okres – czułem się świetnie, miałem energię i wiarę, że jestem zdrowy.
Ale ta euforia i duchowe przekonanie o własnej wyjątkowości przerodziły się w coś, co dziś nazywam duchowym ego – poczuciem wyjątkowości wynikającym z błędnej interpretacji doświadczeń duchowych.
W efekcie pojawiła się trzecia, najbardziej intensywna psychoza – doświadczenie, które początkowo odebrałem jak mistyczne przebudzenie. Więcej o tym piszę w poście: Trzecia i, mam nadzieję, moja ostatnia psychoza – Zbawiciel Ziemi.
Powrót do rzeczywistości
Po tym epizodzie musiałem zmierzyć się z brutalną prawdą – to, co uważałem za duchowe oświecenie, było objawem choroby.
Z pokorą wróciłem do lekarzy i rozpocząłem leczenie Arypiprazolem.
Aripiprazol twardo przywracał mnie do rzeczywistości – każdy dzień był jasny i konkretny, a iluzje i urojenia, które wcześniej unosiły mnie w euforii, ustępowały miejsca prawdzie o moim stanie.
W moim przypadku leki psychotropowe pomogły zapanować nad pozytywnymi objawami – psychozami, maniami i urojeniami.
Niestety, nie usuwają wszystkiego. Wciąż zmagam się z lękiem, depresją, poczuciem odłączenia, problemami z pamięcią, koncentracją i różnymi fobiami.
To właśnie te ciche, negatywne objawy okazały się najtrudniejsze do pokonania.
Z czasem przyszedł trudny okres – wszystko, co wcześniej wydawało się magiczne i pełne znaczenia, zniknęło.
Musiałem zaakceptować to, że nie jestem żadnym zbawcą świata.
Krok po kroku dochodziłem do siebie, odrzucając iluzje i fałszywe obrazy, które zbudowałem w głowie.
Nowy początek
Dojście do równowagi zajęło mi blisko dwa lata.
To był moment, w którym zrozumiałem, że potrzebuję nowego podejścia – mniej mistycznego, a bardziej naukowego i biologicznego.
Wtedy po raz pierwszy natknąłem się na pojęcie „medical keto” – i to odkrycie otworzyło przede mną zupełnie nowy rozdział życia.
W kolejnym wpisie podzielę się pierwszymi doświadczeniami z dietą ketogeniczną i jej wpływem na zdrowie mózgu.
Zobacz: Dieta ketogeniczna a zdrowie mózgu – moje doświadczenia







