Trochę mnie boli, że w internecie próżno szukać rzetelnej krytyki palenia marihuany. Ruchy na rzecz legalizacji i artykuły o „prozdrowotnym” działaniu THC. Memy o tym, że trawka jest „bezpieczniejsza niż alkohol” – tego jest pod dostatkiem. Głosów mówiących o drugiej stronie medalu – już dużo mniej.
Marihuana działa różnie na różne osoby, to fakt. Ale ma też swoją ciemną stronę. I o tej ciemnej stronie chcę dziś napisać. Częściowo z perspektywy własnej historii, częściowo w oparciu o to, co na ten temat mówi nauka.
Co by było, gdyby…
Czasami zadaję sobie to pytanie: co by było, gdybym tamtego dnia nie zapalił tej zakrapianej marihuany na imprezie? Może moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej.
Nie od dziś wiadomo, że palenie marihuany bywa łączone u niektórych osób z depresją i stanami lękowymi. W skrajnych przypadkach może wiązać się też z epizodami psychotycznymi czy rozwojem poważniejszej choroby psychicznej. Nie mogę powiedzieć ze stuprocentową pewnością, że to właśnie tamten skręt był wyzwalaczem tego, co przyszło później. Ale cały czas noszę w sobie myśl, że mógł nim być.
Palenie potrafiło u mnie zmieniać stan świadomości. W trakcie „bycia na haju” miewałem wrażenie, że odczuwam więcej, „widzę” więcej. Różne fazy, różne odloty. Ale ta ostatnia, sprzed ponad 11 lat, była inna.
Na imprezie, w trakcie rozmowy z innymi ludźmi, coś „kliknęło”. Miałem wrażenie, że widzę rozmówców niemal na wylot – ewidentny skok świadomościowy, o jakim opowiada wielu palaczy. Tyle że tym razem ten stan się nie skończył wraz z odlotem. Utrzymywał się przez ponad tydzień. A po tygodniu takiego „przeskoku w głowie” zaczęła się moja przygoda z chorobą psychiczną. Opisałem ją osobno w tekście [„Rozpad ego – czyli pierwsza psychoza” – link].
Nie neguję przy tym, że coś takiego jak poszerzanie świadomości czy rozwój duchowy istnieje – sam obecnie tego doświadczam. Ale prawdziwe rozwijanie świadomości to proces powolny, mrówczy, konsekwentny. Nie efekt jednego wypalonego skręta, co – jak pokazuje moja historia – potrafi skończyć się poważnym regresem.
Dlaczego w sieci mówi się o marihuanie jak o niegroźnej używce?
To pytanie nie daje mi spokoju. Dlaczego w kulturze internetowej tak często przedstawia się marihuanę jako „miękki narkotyk”, czasem wręcz łagodniejszy niż alkohol? Taka narracja sprawia, że wiele młodych osób sięga po nią bez żadnego oporu. Dla części z nich kończy się to kryzysem psychicznym.
Palacze często powtarzają, że trzeba mieć „mocną psychikę”, żeby palić – że marihuana nie jest dla słabeuszy. Może i jest w tym ziarno prawdy. Ale czy osoba sięgająca po marihuanę – zwłaszcza młoda – jest w stanie realnie ocenić odporność własnej psychiki? Trudno to zrobić, zanim coś pójdzie nie tak.
Co faktycznie mówią badania naukowe
Poniżej zebrałem kilka wniosków z badań naukowych, które rzadko przebijają się do popularnej narracji o marihuanie. To nie jest wyrok skazujący na każdego, kto kiedykolwiek zapalił. To raczej pokazanie, że ryzyko jest realne i mierzalne, a nie wymyślone przez „moralistów”.
1. Wysoka potencja THC a ryzyko psychozy
Jedno z największych badań w tym obszarze to wieloośrodkowe badanie EU-GEI, opublikowane w The Lancet Psychiatry (Di Forti i wsp., 2019). Objęło ono ponad 900 pacjentów z pierwszym epizodem psychozy oraz ponad 1200 osób z grupy kontrolnej w 11 ośrodkach w Europie i Brazylii. Wyniki po uwzględnieniu innych czynników pokazały, że osoby palące marihuanę codziennie miały trzykrotnie wyższe ryzyko pierwszego epizodu psychozy niż osoby, które nigdy nie paliły. Przy codziennym paleniu marihuany o wysokiej potencji (powyżej 10% THC) ryzyko rosło niemal pięciokrotnie. W miastach, gdzie dostępna jest głównie mocna marihuana – jak Londyn czy Amsterdam – powiązanie było szczególnie widoczne.
Warto dodać, że sami autorzy tego badania zastrzegają, iż nie chodzi o pojedynczy, izolowany czynnik. Psychoza to zwykle efekt złożonej ścieżki, na którą składają się m.in. predyspozycje genetyczne, powikłania okołoporodowe i używanie mocnej marihuany. Innymi słowy: marihuana nie „tworzy” choroby psychicznej znikąd. U osób podatnych może być jednak jednym z elementów układanki, który przechyla szalę.
2. Genetyka ma znaczenie – nie każdy reaguje tak samo
To tłumaczy, dlaczego większość palących nigdy nie doświadcza psychozy, a inni – po jednym intensywnym epizodzie – trafiają do szpitala. Badania nad genem COMT (m.in. słynne badanie kohortowe Dunedin) pokazały, że niektórzy nastolatkowie są znacznie bardziej podatni na psychozotwórcze działanie marihuany. Prawdopodobnie wynika to z polimorfizmu genu COMT. Podobne interakcje opisano też dla genu AKT1. Innymi słowy – jeśli masz w rodzinie historię chorób psychicznych albo określone predyspozycje genetyczne, Twoje ryzyko po kontakcie z THC może wyglądać zupełnie inaczej. Inaczej niż u kolegi, który „pali od lat i nic mu nie jest”.
3. Marihuana a depresja i lęk
Wpływ THC to nie tylko psychoza. Metaanaliza 11 badań longitudinalnych (Gobbi i wsp., 2019, JAMA Psychiatry) wykazała, że osoby, które sięgały po marihuanę w okresie nastoletnim, miały około 1,4 razy większe ryzyko rozwinięcia depresji we wczesnej dorosłości. Zależność ta utrzymała się nawet po uwzględnieniu wcześniejszego stanu psychicznego. Nowsza aktualizacja tej metaanalizy z 2025 roku potwierdziła podobny kierunek zależności. Inne badania kohortowe (m.in. ALSPAC z Wielkiej Brytanii) pokazały zbliżone rezultaty także dla objawów lękowych.
4. Skręt dziś to nie skręt sprzed 30 lat
Rzadko się o tym mówi, ale przeciętna moc marihuany dostępnej dziś na rynku jest zupełnie inna niż jeszcze pokolenie temu. Stężenie THC w produktach konopnych systematycznie rośnie od dekad, a to właśnie wysoka potencja jest najsilniej powiązana z ryzykiem psychozy. Porównywanie dzisiejszej „mocnej trawy” do tego, co palili rodzice w latach 80., to trochę jak porównywanie piwa do czystego spirytusu.
5. Psychoza „poindukowana” marihuaną bywa dopiero początkiem
To chyba najbardziej niepokojący fragment mojej własnej historii, którą opisałem wyżej. Opóźniony, narastający epizod, który dopiero po tygodniu przerodził się w coś poważniejszego. Duńskie badanie rejestrowe obejmujące niemal 6800 osób z rozpoznaniem psychozy poindukowanej substancją (Rognli i wsp., American Journal of Psychiatry) sprawdziło, co dzieje się z takimi pacjentami dalej. Okazało się, że spośród wszystkich analizowanych substancji to właśnie psychoza związana z marihuaną najczęściej przechodziła w pełnoobjawową schizofrenię lub chorobę afektywną dwubiegunową – aż w 47,4% przypadków. W przypadku alkoholu odsetek ten był kilkukrotnie niższy. Nowsza metaanaliza z 2025 roku potwierdza ten kierunek, choć podaje nieco niższe, bardziej zachowawcze liczby (ok. 20% dla schizofrenii).
To nie oznacza, że każdy epizod psychotyczny po marihuanie kończy się przewlekłą chorobą. Ale oznacza, że nie warto tego bagatelizować ani traktować jako „złego tripa”, który minie sam.
„Trzeba mieć mocną psychikę” – czy na pewno?
Wracając do tego popularnego argumentu palaczy: rzeczywiście, część osób pali latami bez wyraźnych konsekwencji. Ale badania pokazują, że nie da się tego przewidzieć z góry. To nie kwestia „silnej” czy „słabej” psychiki w sensie potocznym. Chodzi raczej o konkretne, częściowo genetyczne, częściowo środowiskowe czynniki ryzyka, o których większość ludzi sięgających po skręta nie ma pojęcia. Trudno mówić o świadomej zgodzie na ryzyko, kiedy nie zna się jego skali.
Podsumowanie
Nie piszę tego tekstu, żeby kogokolwiek demonizować czy moralizować. Marihuana rzeczywiście różnie działa na różne osoby – to prawda, którą powtarza się w internecie bez końca. Ale prawdą jest też to, o czym mówi się dużo rzadziej: dla części osób, szczególnie tych z określonymi predyspozycjami, kontakt z mocnym THC może być punktem zwrotnym w życiu. I to punktem zwrotnym na gorsze.
Gdybym wcześniej wiedział to, co wiem teraz, prawdopodobnie postąpiłbym inaczej. Nie piszę tego, żeby straszyć, tylko żeby chociaż jedna osoba czytająca ten wpis pomyślała dwa razy, zanim zapali. Zwłaszcza jeśli w rodzinie zdarzały się problemy psychiczne.
Jeśli sam rozpoznajesz u siebie niepokojące objawy po używaniu marihuany – zmiany nastroju, lęk, poczucie „odklejenia od rzeczywistości” – nie ignoruj ich. Warto porozmawiać o tym z lekarzem, psychiatrą lub kimś zaufanym. Im szybciej, tym lepiej.
Źródła
- Di Forti, M. i wsp. (2019). The contribution of cannabis use to variation in the incidence of psychotic disorder across Europe (EU-GEI): a multicentre case-control study. The Lancet Psychiatry, 6(5), 427–436.
- Di Forti, M. i wsp. (2019, odpowiedź autorów). High-potency cannabis and incident psychosis: correcting the causal assumption – Authors’ reply. The Lancet Psychiatry.
- Gobbi, G. i wsp. (2019). Association of Cannabis Use in Adolescence and Risk of Depression, Anxiety, and Suicidality in Young Adulthood. JAMA Psychiatry.
- Caspi, A. i wsp. (2005) oraz przegląd: Adolescent cannabis use and psychosis: epidemiology and neurodevelopmental models – PMC.
- Rognli, E. B. i wsp. (2018). Transition From Substance-Induced Psychosis to Schizophrenia Spectrum Disorder or Bipolar Disorder. American Journal of Psychiatry.
- Prevalence of schizophrenia spectrum and bipolar disorder among patients with cannabis induced psychosis: a systematic review and meta-analysis (2025). BMC Psychiatry.
Ten wpis porusza temat zdrowia psychicznego. Jeśli Ty lub ktoś z Twojego otoczenia zmaga się z kryzysem psychicznym, nie zostawaj sam/sama z tym problemem. Skontaktuj się z lekarzem, psychologiem lub najbliższym telefonem zaufania.



